Home nasze podróże Kenia – safari życia

Kenia – safari życia

0 172

Takiej przygody dawno nie miałem…Safari ŻYCIA.

To miało być zwyczajne safari, takie jak wiele innych. Wiadomo, że mega przygoda, bo przecież zobaczyć dzikie zwierzęta w ich naturalnym środowisku to jest coś, a jednak nikt nie spodziewał się takiego zakończenia przygody.
Po dniu pełnym atrakcji, kiedy wracaliśmy już do naszej lodge w pośpiechu uciekając przed zbliżającą się nocą. Z niepokojem oglądaliśmy kłębiące się w oddali ciemne, burzowe chmury. Mieliśmy nadzieję, że nas nie dopadną, a jednak….
Z nieba runął nagle ulewny deszcz. W parę minut świeżo przygotowana przez spychacz droga zamieniła się w pułapkę. Rankiem maszyna uformowała na niej stożek a w poboczu wyryła duże zagłębienia, co tylko spotęgowało problem. Nasz jeep ześlizgiwał się z tegoż stożka i zsuwał się uderzając mocno w pobocze. Samochód pochylony, oparty bokiem o krawędź rowu próbował jechać dalej. Czasami udawało się wyjechać na prostą, ale za chwilę znów spadaliśmy w zagłębienie uderzając bokiem w skarpę. Przy kolejnym uderzeniu jeepa w bok, jeden z pasażerów uderzył głową w metalowy uchwyt, znajdujący się nad oknem, tracąc na chwilę kontakt z rzeczywistością. W powietrzu wyczuwało się już strach, wszyscy byli skupieni, nikt się już nie śmiał, a twarz kierowcy zdradzała, że pomimo wieloletniego doświadczenia pierwszy raz spotyka go taki problem.
Zapadła noc. Okazało się, że nie tylko my mamy problem. Oprócz nas z pogodą i rozmytą drogą walczyły jeszcze trzy jeepy. Jedno auto straciło koło, drugie stanęło w poprzek drogi bez szans na samodzielne wydostanie się z pułapki. Mimo tego, że nasz kierowca zorganizował pomoc i udało mu się wyciągnąć pechowca, ten za chwile znów wylądował w rowie. Przewodnik z pechowego auta poprosił nas o pomoc, więc zabraliśmy go i dwoje innych pasażerów do naszego samochodu. Było ciasno, wilgotno, pełno błota. Za oknem szalała burza, co rusz to po prawej to po lewej stronie uderzały błyskawice, słychać było grzmoty. Samochód co chwila lądował w rowie, to była walka z wiatrakami. Kierowca wychodził, kopał „tory” dla auta, poszerzał przejazd, po czym znów przegrywaliśmy walkę z naturą.
Za oknem czarna noc, błyskawice i być może czające się gdzieś w pobliżu dzikie zwierzęta. Wszyscy byli już zmęczeni i mocno wystraszeni, dzieci zaczęły płakać. Kierowca nie ustawał w próbach wyciągnięcia nas z tej opresji. Przy kolejnej próbie wydostania się z rowu i nasz samochód stanął w poprzek drogi. Beznadziejna sytuacja, bo przecież nie mogliśmy wyjść z auta ze względu na potencjalne zagrożenie. W parku z uwagi na bezpieczeństwo nie jest dozwolona jazda w nocy ani opuszczanie samochodu. Nie mieliśmy jednak wyjścia, nikt nie chciał nocować w aucie, musieliśmy pomóc przewodnikowi Teddiemu. Mężczyźni wyszli z samochodu. Boso, po kolana w błocie wyciągaliśmy jeepa, najpierw pchając, a potem ciągnąć linę zaczepioną o zderzak.
Szkot, nerwowo świecił latarką pod nogi, bojąc się ataku węży. Wyszedł w skarpetach, choć nie wiem, czy skarpetki uchroniłyby go przed czymkolwiek. Przypomniały mi się słowa przewodnika, który mówił, że boi się tylko węży i bawołów. No właśnie…węży. Uratowany z pozostawionego jeepa kierowca kierował snop światła na pobocze wypatrując dzikich zwierząt. Adrenalina buzowała we mnie, czułem ogromną energie do działania, co pozwalało zwalczać wszelkie przeciwności, dawało siłę do walki…
Uch….udało się! To była ciężka „orka”, ale się udało. Wszyscy odetchnęli. Myśleliśmy, że już jesteśmy uratowani, że teraz dojedziemy do hotelu, przecież na horyzoncie było już widać światła. Niestety kolejny raz wpadliśmy do rowu, tym razem bez szans na wyjechanie z niego. Sił też już wszystkim zabrakło. Znów kopanie, wyciąganie, pchanie…….wszystko bezskutecznie. Poddał się przewodnik, a my niestety razem z nim. I co teraz? To już wszystko? Koniec? Nocujemy na sawannie?
Wówczas na drodze, w oddali, dostrzegliśmy światła. Chyba się przybliżały, choć bardzo powoli. Minuty ciągnęły się niemiłosiernie. Zobaczyliśmy nadjeżdżające samochody. To pomoc, która wyjechała do nas z hotelu. Matko! Jaką poczuliśmy ulgę. To nic, że nie mogli do nas dojechać, to nic, że musieliśmy kilkaset metrów przejść w błocie pieszo. Wzięliśmy dzieci na plecy i ślizgając się szliśmy w kierunku naszych wybawców. Nie zastanawiałem się nad tym, że grozi mi cokolwiek, myślałem tylko o tym, aby tylko szybko tam dotrzeć. Już nikt nie patrzył na węże, lwy i bawoły czy skaleczenia… mieliśmy dotrzeć do samochodów. Udało się! Dotarliśmy szczęśliwie do naszego hotelu…
Czuliśmy ulgę, ale i zawód, że przegraliśmy tak blisko, zaledwie kilometr przed naszym hotelem – Lodge. Niedosyt, że tyle godzin walki zakończyło się swego rodzaju porażką. Dopiero gdy adrenalina opadła, poczułem duży ciężar całej sytuacji.
Rano wokół naszego samochodu Teddi dostrzegł ślady lwów.
A jednak wygraliśmy 😊

Ta przygoda to wspaniałe doświadczenie, którego nie zapomnę do końca życia. Kenia to obowiązkowo wyjazd na safari. Zapraszamy do 24Holiday, gdzie dla naszych klientów doradzimy i pomożemy przygotować się do wyjazdu, odpowiemy na pytania:
☑ co zabrać na safari ?
☑ który hotel wybrać dla siebie ?
☑ czy jest dużo komarów ?
☑ czy są zagrożenia i jakie ?
☑ jak się ubrać ? czy potrzebna czapka ?
☑ kiedy jest wielka migracja zwierząt i w których parkach ?
☑ Z kim warto polecieć samolotem ?
☑ Które lodge warto wybrać ?
☑ Jak najwygodniej dolecieć ?
☑ Kiedy jechać do Serengetti a kiedy do Amboseli  ?

W Parku Narodowym Amboseli polecamy hotel, w którym sami spędziliśmy miłe chwile: Amboseli Serena Safari Lodge 4* – wspaniałe pokoje, pyszne wyżywienie ,basen i lokalizacja w samym sercu narodowego parku. Lodge otwarta w 1973 roku i od tego czasu jest jedną z najlepszych.

Szymon Szempliński

PODOBNE ARTYKUŁY

0 2088

BRAK KOMENTARZY

Pozostaw odpowiedź